niebieskich oczach ustąpiło miejsca przerażeniu; ugięły się pod nią kolana i osunęła się w

dzieci? Nie mamy żadnych tajemnic!
- Ale... twój brat... jesteś pewna? - wyjąkała Clemency. Czy to prawda? Czy słodycz tamtych pocałunków rzeczywiś¬cie coś dla niego znaczyła? Przypomniała sobie chwile, gdy wyczuwała jego czułą życzliwość, ale jeszcze nie śmiała w to wierzyć. Czy to możliwe? Czyżby lady Helena i Arabella miały rację? - A lady Helena, czy ona to popiera? - spytała niepewnie. - Arabello, nie żartujesz sobie ze mnie?
- Proszę się nie krępować, panno Stoneham, może i ja przydam się przy jakichś pracach - rzucił z sarkazmem.
- Cześć, Santos.
- Miło mi to słyszeć - oparł Lysander z uśmiechem. Mimo denerwującego zachowania Arabelli, kochał siostrę i cieszył się, kiedy ją chwalono.
- No dobrze. - W jej głosie słychać było rozbawienie. -
Ile czasu jeszcze minie, nim Scott wyrzuci ją z pracy?
jego wzrok.
lą opisała. - Chyba się nie zrozumieliśmy... Czy poprzednie
grzecznym gestem zaprosił ją do środka. - Od dziś ich wychowanie
głosu.
uśmiechnęła się do siostrzenicy ciepło. - Budyniowożółta czy
Gloria zamknęła jej dłonie w swoich. Były zimne i wilgotne, niczym dotyk śmierci.
- Doktorze Galbraith, czy mogę z panem porozmawiać?

Naprzeciwko wieżowiec, na parterze – koreański sklepik.

Clemency pobiegła na górę po pelerynę i kapelusz i punktualnie o drugiej wsiadła do powozu. Tuż przed nią ulokowały się w nim lady Helena z dwoma pekińczykami oraz panna Baverstock. Podróż upłynęła na wymuszonej wymianie grzeczności między Orianą a Clemency. Lady Helena nie miała im nic do powiedzenia, toteż zajęła się uspokajaniem psów, szczególnie mniejszego, który nie znosił podróży i nieprzerwanie szczekał. Młodsze pasażerki dzielnie walczyły, by utrzymywać wątłą konwersację, ale poddały się w końcu i przez resztę drogi wyglądały w milczeniu przez okna powozu.
Szarpnęła się, ale Santos nie puścił
Amy zapukała głośno w szybę. Niania posłusznie wsiadła do

- Zastanawiałyśmy się z Eriką, czy damy radę skusić cię na wspólny obiad w

– Pokręcił głową. – W dodatku jego żona pieprzyła się z jego bratem. Kurde. Kto by to
Z bijącym szaleńczo sercem, zlana lodowatym potem, gorączkowo szukała wyjścia z
Kobieta, sobowtór jego zmarłej żony, stała w lesie, patrzyła na niego wielkimi oczami,

- I proszę się nie martwić. Po tej rozmowie już mi nie

Nie... To szaleństwo, Rick. – Shanie zrobiło się niedobrze. To bardzo dziwne. – Przecież
Pacyfiku.
unosił się zapach gardenii.